Nigdy nie wiem jak zacząć, tymczasem zbliżamy się do końca.
Tak, jest to kolejny post z serii super podsumowań mijającego roku, który służy raczej do tego, żebym mogła sobie kiedyś powspominać. Jest przeładowany tanim lansem, zupełnie nieprzydatnymi nikomu informacjami, beką z typa (as usual) i oblany jeszcze odrobiną lansu. Żeby nie było nudno, dorzucam kilka zdjęć przypadkowych ludzi. Wszystko stylowo czarno białe. Artystyczne niedopowiedzenia. Żeby nie było, że nie uprzedzałam.
-
Moją prywatną tradycją od czasów bardzo dawnych jest pisanie tego typu tekstów. Nie zawsze są publikowane, nieraz powstaje kilka wersji, albo ograniczam się do pojedynczych wyrazów i po jakimś czasie kompletnie nie wiem co autor miał na myśli.
W ostatnim zdaniu zeszłorocznego podsumowania wyraziłam dyskretną nadzieję, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy, chociaż wtedy wydawało mi się, że bardziej idealnie być już nie może. Aż tu nagle 2013.
Zaczynając od bardzo złego stycznia i lutego, bo czego innego spodziewamy się po miesiącach, w których odbywa się 'to brzydkie słowo na s', zwane dalej sesją? przejdźmy od razu do marca.
Dwa poprzednie miesiące były tylko niecierpliwym oczekiwaniem i odliczaniem do pierwszych koncertów tego roku. Wcześniejszy (w dniu w którym okazało się, że moja flaga z listopadowego koncertu Muse w Łodzi, trafiła do Vanity Fair i - tak, będę to wpisywać w CV) - Mumford & Sons. Nigdy w życiu bym nie pomyślała, jak bardzo ważni okażą się dla mnie być. I czego początkiem będzie siedem złotych pożyczonych na bilet na metro. Trzy dni później pierwsza tegoroczna wizyta w Berlinie, długo wyczekiwane Two Door Cinema Club ('nigdy ich nie zobaczę, błe błe błe'), na którym to pierwszy raz w życiu biłam się o pałeczkę, i pokoncertowe rozmowy z przypadkowym człowiekiem z Brighton, który okazał się być znajomym perkusisty, z którym potem nie omieszkał mnie zapoznać. #zupełnieniewidocznytenlans
![]() |
| W skrócie: 'Marcuuus! Marcuuus!' w białej koszuli, flaga wzięta na scenę przez Teda, musztardowy sweter, Dust Bowl Dance i Broken Crown. i podpisana płyta. |
Poza tym nie wydarzyło się kompletnie nic. Niestety, jak to ktoś ostatnio bardzo trafnie określił - moje życie to tylko koncerty i Candy Crush Saga (pozdrawiam twórców za zrujnowanie mi życia na ostatnie sto pięćdziesiąt etapów plus te z sową). Więc teleportujemy się do maja. Kaszmirowy sweter Harry'ego z White Lies nadal zajmuje honorowe miejsce w moim serduszku. Równie bardzo jak ze spotkania, cieszę się z faktu, że udało mi się nie zarobić glanem w głowę i że nikt nie chciał wyrwać mi świeżo zrobionego septum (heh!). Nigdy nie zrozumiem jaki był sens we wciskaniu WL jako support Sabatonu.
Czerwiec równa się prywatnej beatlemanii zamiast życia. Płakałam bardzo kupując bilet na koncert Paula McCartneya w konspirze przed matką, ale jak tylko weszłam na stadion i zasiadłam na moim plebejsko tanim miejscu kilometr od sceny - rozpłakałam się jeszcze bardziej. Tak bardzo, że wstyd przy wszystkich dojrzałych panach powyżej pięćdziesiątego roku życia, którzy otaczali mnie z każdej strony. Płynnie przeszłam do pierwszego w życiu Open'era, który okazał się być rzeczywiście milion razy lepszy niż Coke. Ze względu na atmosferę i brak konieczności koczowania od świtu, żeby chociaż dotknąć barierek pod sceną główną. Dodatkowy plusik za spotkanie Palma Violets i połamane żebra na Crystal Castles.
![]() |
| Tak się kochamy, hipopotamy na twarzy. |
![]() |
| Najwierniejsze fanki w Gdyni, zupełnie trzeźwe i prawdziwie wytatuowane. Eyelinerem. |
Tydzień później, wycieńczone podbiłyśmy Berlin po raz drugi w tym roku. W tym momencie chciałabym przyznać drogiej Mags i samej sobie nagrodę w kategorii troll roku za ukrywanie przed światem faktu posiadania biletu od grudnia zeszłego roku. Muse z Biffy Clyro na supporcie. Marzyłyśmy o tym zestawie, tak na oko, od chwili poczęcia, ale nigdy w życiu nie przypuszczałybyśmy, że spotkamy chłopaków z Biffy już po dwóch godzinach od przybycia do miasta. Zupełnym przypadkiem na lotnisku. I bardzo się cieszę, że z dwojga złego - kompletnego zatkania albo słowotoku, padło na to drugie. Hehe, James. Po nocy w najwygodniejszym łóżku świata, w bardzo burżujskim hotelu, przyszedł dzień, w którym poznałam Annę oraz moją przyszłą współlokatorkę (buzi), dotknęłam Bellamy'ego po raz drugi w życiu, a Dominic James Howard przeszedł dwadzieścia centymetrów od mojej twarzy. Mdleję.
Aha, i bardzo nie polecam wycieczek po schodach w Waldbühne ( które się nie kończą i w drugiej połowie przypomina to raczej podciąganie się na barierce) po milionie godzin wszystkiego co się robi na koncertach i przed nimi.
![]() |
| Wyprzedaż bluzek w panterkę. |
![]() |
| Otwierania butelek kluczem w łazience hotelu również nie polecamy. #krew |
![]() |
| Jesteśmy śliczni. #przypadkowespotkanianalotnisku |
Panowie bardzo chcieli zaskoczyć nas pytaniem, czy wiemy, że za miesiąc grają w Polsce. Ale zanim to - na kilka godzin przed Woodstockiem, zalana łzami, że nigdy nie zobaczę Enter Shikari, tak blisko, tak daleko itp., dowiedziałam się, że jednak zaliczę wieczór w Kostrzynie. W zestawie: wiadro wody na głowę, ponad godzina w pogo, super upadek na plecy wraz ze złapaniem centrymetr nad ziemią przez całkiem nie najgorszego młodzieńca, i takie takie. Polecam, 10/10, chcę jeszcze raz.
Tradycyjnie skończyłam z przewlekłym zapaleniem wszystkiego i kompletem siniaków. Ponad trzynaście godzin w pociągu do Krakowa kilka dni później było super. W dodatku straciłam słuch w prawym uchu, a przedział był sauną.
Dzień po przyjeździe spiekłam się jak stary robotnik, po czym nadeszły dzikie deszcze i oczekiwanie na śmierć, która przyszła ze sceny. Biffy Clyro drugi raz w ciągu miesiąca i Brodka zmacana od pasa w dół. Kolejny dzień to pogo na Florence + The Machine, czego nigdy w życiu bym nawet nie podejrzewała. W rezultacie, startując z trzynastego kilometra od sceny w połowie koncertu wylądowałam na plecach chłopaka na barierkach, którego bardzo przepraszam za mój fantastyczny wokal i plucie brokatem. Oprócz Coke - bardzo dużo Malczewskiego i Jama Michalika. James.
![]() |
| Najbardziej akuratne zdjęcie, jakie kiedykolwiek powstało. James. Pociski z oczu. |
Ostatni miesiąc przed bolesnym powrotem na uczelnię spędziłam w większości na przeprowadzce, a w nagrodę - Macklemore & Ryan Lewis, czyli pierwszy raz na Torwarze. Jeśli kiedykolwiek mówiłam, że moja miednica cudem wyszła cało z koncertu Arctic Monkeys na Open'erze - nie wiedziałam co to znaczy. Tony napierającej gimbazy, połamane żebra, ale i sam środek barierek. Pot wytarty z ramienia i trzymanko za rąsię. Takie z nas fanki, że bilety z pierwszej puli, a wejścia na bekstejdżyk nie było. Następnym razem rozważymy koczowanie od czwartej nad ranem.
Z października kojarzę tylko Muse Night, coraz większe przerażanie tym, czym raczyli nas na zajęciach, kontakt z testosteronem na ogólnouczelnianych, i rzeźbę, wow. No i pierwszy tatuaż prosto z Cheetosów robiony chwilę przed angielskim. Wbrew powszechnej opinii dziewięćdziesięciu procent osób, które wiedzą o jego istnieniu - nie zamierzam żałować, a późnej starości dożywać. Bardzo się kochamy i nie musimy zbierać na przeszczep skóry, tym samym do Maćka wrócimy, polecam.
W końcu listopad, czyli to, na co czekaliśmy od kiedy White Lies, które w połowie przeewoluowało w Bastille dzień wcześniej, a do tego Biffy ogłoszone jeszcze na Coke. Sprzedane Hurts i The 1975, powody oczywiście niezależne, ale ból mniejszy niż mogłabym się spodziewać.
Przechodząc do rzeczy - zmieniam zdanie o pustym ryju Dana, który i tak jest autystycznym dzieckiem, które nie potrafi rzucać do celu, To Kill A King to drugi najlepszy support jaki się przydarzył, setlista zamiast wody, i lekkie macanko na Flaws. Kolejna flaga na scenie, ta się chyba wyjątkowo spodobała, chociaż miała już innego właściciela i była twardości deski, ewentualnie dzidy - nadal z oczu wypływa duma. Dnia następnego kolejne spotkanie z White Lies, tym razem na bardzo nietrzeźwo, bez kaszmiru i bez krat. I połowa połowy pałeczki.
Tymczasem plot twist i cofamy się o tydzień, do tego samego miejsca, które zalałam łezkami na Folding Stars. Do tego, w którym trochę zemdlałam, kiedy Simon powiedział, że Victory Over The Sun. Wszystko poprzedzone styknięciem policzkami, rozpoznaniem, szybkim kursem języka polskiego oraz pozowaniem na tle unikalnych malowideł na brudnej ciężarówce ze sprzętem.
![]() |
| Matka i córka, które przetrwały wycieczkę po Warszawie jedenastego listopada. #drogierestauracje #dobramargarita #kobietyżycia |
![]() |
| Krew pod folią, gluty z tuszu, hurtowe bileciki. |
![]() |
| Kolejne ślicznotki i niezidentyfikowana ręka. |
Aha, i nigdy nie podejmujcie decyzji o pierwszej w nocy na dworcu, po powrocie z koncertu i wodą cisnącą się do oczu. Potem okazuje się, że dostajecie bilet na urodziny i początek grudnia spędzacie w Berlinie. Na czwartym koncercie Biffy Clyro w ciągu pół roku.
I techniczni jakoś specjalnie się nie krępują z okazywaniem emocji, prawie tak, jak jedna trzecia Arcane Roots, która biegnie do fanek (oczywicha z naciskiem na mnie, hah), żeby przeprosić, że nie ma teraz czasu i zaprosić na spotkanie po koncercie. Taka sława. A z kostką od Jamesa chodzimy wszędzie.
I techniczni jakoś specjalnie się nie krępują z okazywaniem emocji, prawie tak, jak jedna trzecia Arcane Roots, która biegnie do fanek (oczywicha z naciskiem na mnie, hah), żeby przeprosić, że nie ma teraz czasu i zaprosić na spotkanie po koncercie. Taka sława. A z kostką od Jamesa chodzimy wszędzie.
Na tym jednak nie koniec, bo rozpacz chwilowo przerwał Woodkid, a potem depresję tylko pogłębił. Już pomijam spędzenie jedenastu godzin w busie, bo zima jak zwykle zaskoczyła drogowców. Najbardziej dopracowany koncert roku, najbardziej nietrzeźwa sekcja dęta i najlepsze docenienie części plastycznej w życiu. To, że Yoannowi spodobał się portret i flaga, to naprawdę tak, jakby Malczewski powiedział, że w sumie to spoko maluję.
| Potsdamer! miłość nieskończona. I trochę choroba umysłowa obsypana pingwinami i norweskimi misiami. Not even sorry. |
Dużo feelsów i dużo oczekiwań. Jeszcze więcej planów, dlatego też w nowy rok wchodzę z bezsennością i niejedzeniem, bo życie spędzam na oczekiwaniu na maila i kombinatoryce skąd niby wziąć tysiące euro w ciągu kilku dni.
Tymczasem wszystkiego fantastycznego w nadchodzącym 2014 życzę ja. Wraz z całym haremem.
![]() |
| Para tysiąclecia z przyjaciółmi. |
jako przedstawiciel grupy najbardziej akuratnych cytatów. Mijający i nadchodzący.
Tony miłości,
Marik.












No beznadziejny ten twój rok, całkiem mi się nie podoba. :D
OdpowiedzUsuńasdfaghjklskjhkl TO BYŁ TAK PIĘKNY ROK, ALL THE FEELS AND TEARS EVERY-FUCKIN-WHERE <3
OdpowiedzUsuń